Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

piątek, 21 kwietnia 2017

Warszawski ogród wertykalny po zimie.

Wczesną jesienią 2015 roku pisałam na blogu o pierwszym w Warszawie zewnętrznym ogrodzie wertykalnym na murach budynku, który znajduje się na Mokotowie na ulicy Krasickiego 20/22
(Ogród wertykalny w Warszawie. Elewacja z roślin).
Nie udało mi się obejrzeć go po pierwszej zimie (w 2016 roku), ale za to zrobiłam to dzisiaj, kiedy ogród ma już dwie zimy za sobą.
Budynek nie wygląda co prawda tak ładnie, jak wtedy kiedy był świeżo obsadzony bujną zielenią, ale - o dziwo - zieleń na nim wcale nie jest martwa. Jego kolorystykę określiłabym jako zielono-brunatną... Ale przecież dokładnie tak wyglądają w tej chwili nasze ogrody, więc nie ma co wymagać jakichś cudów. Dokładnie widać, że to, co przetrwało rośnie i ma się w ogrodzie wertykalnym bardzo dobrze. Widać też, że duża część roślin nie dała rady i elewacja została już z nich oczyszczona. Nie dosadzono jeszcze nowych roślin, więc niektóre miejsca "świecą łysinami". Dzięki temu można się dokładnie przyjrzeć konstrukcji tego ogrodu - rośliny posadzone są nacięciach grubych, filcowych mat, które nieustannie są nawadniane (woda powoli kapie do specjalnej rynny na dole).
Co przetrwało? W tej chwili najlepiej wygląda bergenia, która okala głównie otwory okienne budynku. Kwitnie jakby nigdy nic, zaglądając różowymi kwiatkami do środka! Ładne, zielone, bardzo regularne kępki tworzą bodziszki, na razie bez kwiatów. Również brunatno-listne żurawki mają się bardzo dobrze. Widać, że w zupełnie dobrej kondycji są posadzone na ścianach krzewy, które zielenią się już pierwszymi zawiązkami liści.
Myślę, że lada dzień uzupełnione zostaną braki i elewacja znowu uzyska bujny, zielony wygląd. Na razie wygląda po prostu jak budzący się do życia ogród, czyli skromnie i łysawo.
Rodzi się zatem pytanie, czy warto inwestować w takie ogrody w naszym klimacie...? Co innego w Paryżu, czy w Sydney, gdzie ubytków po zimie pewnie jest mniej i ogrody wertykalne przez większą część roku wyglądają olśniewająco. Szczerze mówiąc, tak do końca nie mam jeszcze zdania na ten temat. Może to jednak fanaberia....? Sami oceńcie.
Nie wszystkie rośliny przetrwały, ale jakże mogłoby być inaczej...

Najładniej w tej chwili wygląda kwitnąca na różowo bergenia wokół okien 

Bodziszek tworzy zwarte kępki

Ale w niektórych miejscach widać duże łysiny

Z daleka budynek chyba nie wygląda źle...

Z bliska widać wyraźnie filcowe maty, w których rosną rośliny

Żurawki rosną całkiem dobrze w ogrodzie wertykalnym

To zdjęcie zrobiłam od dołu. Z tej perspektywy elewacja wygląda najlepiej. Widać też krzewy pokryte pierwszymi listkami

środa, 12 kwietnia 2017

Tajemniczy ogród botaniczny. Porto

Ogród botaniczny w Porto jest jednym z najładniejszych ogrodów botanicznych, jakie widziałam. Nie jest szczególnie wielki, ani przesadnie zadbany, nie posiada też wyjątkowo bogatej kolekcji jakichś cennych roślin… Ale ma urok.
Odwiedziłam Porto w okresie kwitnienia kamelii

Ogród botaniczny w tym mieście jest jednocześnie XIX wiecznym ogrodem ozdobnym

Ten ogród botaniczny założono na terenie XIX wiecznej posiadłości ziemskiej Quinta do Campo Alegre. Tutejszy Uniwersytet otrzymał te grunty w 1949 roku, by utworzyć na nich ogród botaniczny. W skład posiadłości wchodziło 4 ha starego parku, ogród ozdobny i pałacyk klasycystyczny z XIX wieku. Urok tego ogrodu botanicznego polega przede wszystkim na tym, że zachowano tu pierwotny charakter posiadłości. Pałacyk otoczony jest zatem ozdobnym ogrodem, składającym się z kilku, pooddzielanych od siebie żywopłotami, gabinetów. Żywopłoty te utworzone są ze starych kameliowych krzewów. Okazuje się, że kamelie – dzięki błyszczącym, wiecznie zielonym liściom – idealnie nadają się na zielone przegrody. Opiekunowie tego ogrodu botanicznego potrafią je tak przycinać, by całkowicie nie pozbawić krzewów kwitnienia. Oczywiście, wolę patrzeć na kamelie rosnące „na wolności”,  szczególnie gdy obsypane są kwiatami.  Ale nie można nie docenić kamelii jako rośliny żywopłotowej… Te żywopłoty były bardzo gęste, bardzo plastyczne i na dodatek gdzie niegdzie pięknie kwitnące. Szkoda że w naszym kraju nie ma tak wielu możliwości tworzenia żywopłotów.

Strelicje rosną w Porto bez problemów

Ogród botaniczny jest zlokalizowany na terenie dawnej posiadłości z XIX wiecznym pałacem

Oprócz kamelii kwitły też rododendrony. Ten był imponujący...

Żywopłoty z kamelii są przycinane tak, by nie pozbawić ich całkowicie kwitnienia

Stylowa ławeczka, wyłożona azulejos

A tu krzew kameliowy "na wolności". Rozrasta się szeroko i osiąga sporą wysokość

Podobała mi się aranżacja tych oczek wodnych

Gabinecik ogrodowy ze strzyżonymi obwódkami

Parter ogrodowy z lawendą

Różowy pałac od strony ogrodu

Żeliwna waza na kwiaty

Kameliowe żywopłoty są bardzo gęste

A to azalia w rozkwicie. Wegetacja w Porto jest przyspieszona o co najmniej 4 tygodnie w stosunku do Polski

Ale żeby nikt nie miał wątpliwości, czy to rzeczywiście jest ogród botaniczny a nie jakiś zwykły ogród historyczny, to znajdziemy tu także ciekawą i niezwykle malowniczą kolekcję sukulentów. Klimat Porto pozwolił na to, aby większość tych ciepłolubnych roślin rosła na zewnątrz. Niektóre osiągają ogromne rozmiary, co świadczy o tym,  że świetnie się tu czują. Dla „delikatesów i nadwrażliwców” zbudowano też nowoczesną szklarnię, która niestety była zamknięta podczas mojej wizyty. Jakieś prace remontowe trwały też w szklarni subtropikalnej i storczykarni. Ale i tak wystarczyło mi to, co widziałam na zewnątrz.

Przy ogrodzie botanicznym w Porto stawiam duży plus i polecam. Wejście jest za darmo.
Ogród sukulentów ze szklarnią

Tak oryginalnie kwitną aloesy

Jedna z opuncji

Tu trochę inna opuncja

Rosły też tam gigantyczne wilczomlecze

A nad całym ogrodem unosił się intensywny, bardzo słodki zapach laurowiśni wschodniej, która akurat kwitła. To ten gatunek, z którego w cieplejszych regionach Europy robi się żywopłoty