Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

poniedziałek, 22 lutego 2016

Wietnamskie bonsai i Świątynia Literatury

Utarło się przekonanie, że bonsai jest sztuką rdzennie japońską, ale to nie jest prawda. Sztukę tworzenia miniaturowych drzewek, a nawet krajobrazów z ich udziałem, wymyślili Chińczycy i zajmowali się tym dużo wcześniej niż Japończycy. W Chinach ta sztuka nazywa się penjing lub penzai, co dosłownie znaczy „krajobraz w miniaturze”. Drzewka najczęściej łączy się w grupy mające stanowić miniaturowy ogród i ozdabia się je trawą, mchem, kamieniami, fragmentami skał, miniaturowymi oczkami wodnymi, a także maleńkimi replikami mostków, pawilonów, altanek, a nawet figurkami ludzi. Podobno niektóre kompozycje mogą przetrwać nawet kilkaset lat, jeśli są odpowiednio pielęgnowane.
Już w starożytnych Chinach tworzenie penzai było popularną rozrywką arystokracji. Dopiero z Chin ta sztuka dotarła do Japonii około VII w. n.e.
Najpiękniejsze i chyba najstarsze drzewka w chińskim stylu penzai widziałam w Wietnamie, gdzie wpływy chińskie od tysiącleci są bardzo silne. Nawet w Chinach nie widziałam tak pięknych kompozycji...
Piękna kompozycja z miniaturową pagodą

Imponujący fikus z korzeniami na wierzchu

A tu skromniejsza aranżacja. Bardziej w japońskim stylu...


Hmmm, zdaje się, że zaniedbałam trochę mojego bloga… Ostatni wpis ma datę 5 stycznia… No, takie życie. Nie było czasu. Ostatni miesiąc spędziłam w podróży, przemierzając sporą cześć Półwyspu Indochińskiegio – od Malezji, przez Kambodżę i Laos, aż do środkowej części Wietnamu. Ogrodów może nie widziałam wiele, ale na każdym kroku podziwiałam wspaniałą, rozbuchaną, tropikalną roślinność  głównie w stanie naturalnym.
Jednym z tych niewielu ogrodów, które widziałam na mojej trasie po Indochinach, był ogród w samym środku piekielnego miasta, jakim jest Hanoi – stolica Wietnamu. Miasto liczy sobie 4 miliony mieszkańców i podobno średnio na głowę przypada jedna motorynka. Poza tym po ulicach tego miasta poruszają się też samochody, riksze i rowery. Nikt nie zawraca sobie głowy zasadami ruchu drogowego (czy tam w ogóle coś takiego jest…), zielone światło na przejściu dla pieszych nic nie znaczy, pieszy nie ma żadnych praw, nawet na wyraźnie namalowanych zebrach z sygnalizacją świetlną. Wszyscy nieustannie nadużywają klaksonów i poruszają się po ulicach z niewiarygodnie dużą prędkością. Pierwszego dnia panicznie bałam się przechodzić przez ulicę… Drugiego dnia byłam już nieco odważniejsza, bo zauważyłam, że gdy wchodzisz na ulicę pomiędzy setki warczących motorynek i aut, piekielny ruch uliczny jakimś cudem cię omija, podobnie jak wartki nurt rzeki opływający wetknięty w dno patyk. Ale i tak, za każdym razem miałam wrażenie, że przechodząc ulicę ryzykuję życiem…
Może właśnie dlatego jakimś mirażem, wyspą spokoju, oazą ciszy i królestwem zieleni w piekielnym Hanoi wydała mi się Świątynia Literatury, która uważana jest za jeden z najważniejszych zabytków tego miasta. Wysoki, ceglany mur odgradza teren Świątyni od hałaśliwego, chaotycznego i pełnego pośpiechu molocha, tłumiąc nieco jego odgłosy. Kiedy jednak wchodzi się przez główną bramę do świątynnych ogrodów,  gwaru ulic już prawie nie słychać.
Główna brama do Świątyni Literatury

Świątynia Literatury uchodzi też za pierwszy uniwersytet wietnamski. Powstała w XI wieku. Pierwotnie była świątynią poświęconą Konfucjuszowi, chińskiemu filozofowi i uczonemu, otaczanemu kultem. Z czasem stała się również ośrodkiem edukacji, który kształcił cesarskich urzędników.
Pierwszy ogrodowy dziedziniec

Kolejna brama, prowadząca na kolejny dziedziniec
Jeden z mniejszych dziedzińców

W tym miejscu warto zaznaczyć, że z całych Indochin wpływy chińskie najbardziej widać właśnie w Wietnamie.  Obecne są przede wszystkim w architekturze świątyń i religii. I chociaż nie do końca zrozumiałam, o co chodzi w wietnamskiej religii (Wietnamczycy czasem modlą się do Białego Konia, czasem do Buddy, czasem do Konfucjusza…, a w niektórych świątyniach aż roi się od rozmaitych bóstw), to konfucjanizm jest tam mocno widoczny, a świątynie pełne są chińskich znaków i ornamentyki. Tymczasem w Kambodży, Laosie, Tajlandii architektura świątynna i ornamentyka jest zupełnie inna, a dominującą religią jest buddyzm. Ma to jednak swoje historyczne uzasadnienie. Wietnam do XI wieku był przez 1000 lat zdominowany przez swojego północnego sąsiada, czyli Chiny. Pierwsza niezależna wietnamska dynastia objęła panowanie dopiero w 1009 r.n.e. Zorganizowała ona swoje państwo na wzór chiński, zgodnie z konfucjańską teorią społeczeństwa i rządów. I choć od tego czasu minęło już następne tysiąc lat z okładem wietnamskiej państwowości (z pewnymi przerwami), to chińskie wpływy religijne i kulturowe wciąż tu są żywe i bardzo wyraźne.
Trudno o bardziej chiński ornament niż smoki jako zwieńczenie dachu...

Wracając do Świątyni Literatury, to jest ona właściwie ogrodem, na który składa się kilka dziedzińców. Są tu stare okazy drzew, żywopłoty, rabaty kwiatowe, fantastyczne rzeźby z roślin, niesamowite penzai w wielkich ozdobnych donicach, sadzawki i staw zwany Studnią Niebiańskiej Jasności, a pośród tego wszystkiego usytuowane są świątynne zabudowania.
Podziwiałam wietnamskie bonsai. Zwróćcie uwagę na żółtą pagodę na skale

Porcelanowi wieśniacy pogrążeni w rozmowie. Jest także bawół błotny i ktoś mu siedzi na grzbiecie...

Wszędzie pełno bonsai
Studnia Niebiańskiej Jasności
Bardzo stary figowiec zdobił jeden ze świątynnych dziedzińców

Na głównej bramie wejściowej znajduje się napis „zsiądź z konia”, który oznacza, że nawet najwięksi dygnitarze chcąc wejść do tej Świątyni musieli poruszać się pieszo.
Najcenniejszymi zabytkami tego miejsca, wpisanymi już na listę dziedzictwa UNESCO, są kamienne tablice, upamiętniające najwybitniejszych absolwentów tej pierwszej wietnamskiej uczelni, którzy otrzymali tytuł doktora. Każda tablica osadzona jest na grzbiecie żółwia, który w chińskiej kulturze symbolizuje siłę, długowieczność i lojalność. Zachowały się 82 tablice (30 brakuje) z okresu od 1442 roku do 1779. Podobno egzaminy doktorskie były niezwykle trudne. Są dokumenty mówiące o tym, że w 1733 roku spośród 3000 kandydatów  zaledwie 8 zdało egzamin doktorski i zostało mandarynami. Egzaminy były też bardzo wyczerpujące i trwały ponad miesiąc.
Jedna z kamiennych tablic, upamiętniających doktorów uniwersytetu 

Wszystkie ogrodowe dziedzińce i bramy prowadzą do najważniejszego budynku świątyni, czyli Wielkiego Pawilonu Ceremonii. Wewnątrz jest ołtarz z posągami Konfucjusza i jego uczniów. Wnętrze aż „się ugina” od obfitości ornamentów ze smokami, feniksami, lotosami, znakami ying-yang i innymi zawijasami. Dominuje kolor czerwony i złoty. Pachną kadzidła. Powalająca egzotyka!!!
Klimatyczne wnętrze świątyni

Konfucjusz na ołtarzu otoczony kwiatami i darami

Cały brukowany dziedziniec przed Wielkim Pawilonem Ceremonii ozdobiony został cudownymi okazami penzai, rosnącymi w bardzo ozdobnych płaskich donicach. Drzewka są bardzo stare i po mistrzowsku prowadzone. Niektóre kompozycje wzbogacono fragmentami skał oraz misternymi porcelanowymi figurkami ludzi i zwierząt, a także miniaturowymi domkami i pagodami. Po prostu, nie można od tego oczu oderwać!
Kamienny dziedziniec przed główną świątynią

Bonsai z podocarpusa, bardzo popularnego w Japonii


Nie chciało mi się wychodzić ze Świątyni Literatury, aż w końcu wyprosił mnie strażnik, który zamykał bramy. Jednego wieczoru przyszłam tu już po zmroku i - o dziwo! – brama była otwarta i można było wejść bez biletu. Pięknie oświetlony ogród i budynki świątynne były jeszcze bardziej nastrojowe niż w dzień.
Napis "Szczęśliwego Nowego Roku" po wietnamsku zdobił ogród podczas obchodów rozpoczęcia nowego roku lunarnego, bardzo hucznie obchodzonego w Wietnamie. Napis jest zrobiony z żywych pączków chryzantem i róż

To też noworoczna ozdoba. Żółty i czerwony to świąteczne barwy

Wietnamczycy lubią tworzyć rzeźby z roślin. Tu - chyba kot...

A tu - jakiś ptaszek...

Tu coś na kształt smoka...
Tu - jakby koguty i jakieś naczynie pośrodku...

Wokół Świątyni Literatury mają swoje stoiska kaligrafowie. Taka tradycja

Świątynia Literatury w Hanoi - niezwykłe miejsce o każdej porze dnia i nocy... 

10 komentarzy:


  1. A już się zastanawiałam gdzie przepadłaś, a przepadłaś w egzotykę znaną mi tylko z rożnych opowieści, publikacji, książek, fotografii, itp
    Mam sporo zdjęć z Malezji, jakiś czas temu był tam mój mąż.
    Marzy mi się wyjazd do Kambodży i kilka dni w kompleksie świątynnym Angkor Wat. Na temat Angkor Wat obejrzałam kilka filmów dokumentalnych, jeden z nich rozbudził niemal do czerwoności moją wyobraźnię...
    A jeżeli już o filmach również jakiś czas temu obejrzałam film o Konfucjuszu, moim zdaniem bardzo ciekawy. Jeżeli nie oglądałaś, polecam. Tu masz link http://zalukaj.tv/zalukaj-film/7240/konfucjusz_confucius_2010_.html
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, było tak egzotycznie, że nawet nie przypuszczałam... W Angkor Wat byłam już drugi raz, ale i na trzeci jeszcze by się coś znalazło do oglądania. Kompleks jest ogromny. Poza tym Kambodża jest cudowna - z tymi pogodnymi ludźmi i najpyszniejszą kuchnią na świecie. Jak tylko będziesz miała okazję, nie zastanawiaj się i jedź! W porze suchej nie ma żadnych komarów i nie ma się co bać malarii. Dzięki wielkie za link do Konfucjusza. Właśnie miałam zamiar poszerzyć moją wiedzę o tej postaci. Pa!

      Usuń
  2. Fajnie, że jesteś, brakowało mi ogrodowych podróży:-) Dzisiejszy wpis, rewelacja, aż czuć tę egzotykę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenko, dziękuję za miłe słowa. Postaram się nadrobić szybko zaległości. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Świątynia Literatury - ależ górnolotna i niesamowita nazwa.
    Twoja podróż bardzo egzotyczna. Raczej wątpię, że kiedykolwiek tam pojadę, więc tym bardziej chętnie będę czytać Twoje posty dotyczące tych pięknych i tajemniczych dla mnie miejsc:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świat jest pełen pięknych i tajemniczych miejsc. Są i blisko, i daleko... Pozdrawiam

      Usuń
  4. Jeśli warunki ( głównie te finansowe ) będą sprzyjające to marzy mi się Wietnam pod koniec roku. Laos i Kambodża też. Jeśli chodzi o fantazję Azjatów w "tworzeniu" rzeźb z roślin to chyba nie mają sobie równych. Z niecierpliwością będę czekać na kolejne azjatyckie posty. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to trzymam kciuki, żeby się udało. Bardzo dziękuję za odwiedziny. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Wspaniały powiew egzotyki, szczególnie przyjemny teraz, gdy u nas tak szaro i nijako. Dzięki Jolu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zoja, cieszę się, że zajrzałaś do mnie! Właśnie dlatego tak lubię wyjeżdżać zimą w dalekie podróże. Można trochę oszukać kalendarz i skrócić te szare, nijakie dni.

      Usuń