Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

czwartek, 27 sierpnia 2015

Konopiszte. Różany ogród arcyksięcia Franciszka Ferdynanda

Wszyscy wiemy, że tragiczna śmierć arcyksięcia Franciszka Ferdynanda w 1914 roku w Sarajewie zapoczątkowała I wojnę światową. Ale już nie każdy wie, że nieszczęsny arcyksiąże był zapalonym myśliwym, a także wielkim miłośnikiem róż...
Arcyksiąże Franciszek Ferdynand z żoną Zofią i dwójką dzieci. (źródło zdjęcia - wikipedia)

Można przekonać się o tym podczas wycieczki do posiadłości Konopiszte ze średniowiecznym zamczyskiem (z XIII wieku!) na szczycie wzgórza, która była ulubioną rezydencją arcyksięcia Franciszka Ferdynanda i jego rodziny. Konopiszte leży blisko miasta Beneszow, około 50 km na południe od czeskiej Pragi.
Na początku XX wieku Konopiszte było najnowocześniejszym zamkiem w Europie

Zamek z przyległościami został kupiony przez Franciszka Ferdynanda w 1887 roku i dość szybko kosztem niesłychanie wysokich nakładów został przekształcony w luksusową rezydencję z windami, łazienkami, centralnym ogrzewaniem i działającą na potrzeby użytkowników małą elektrownią. W tamtych czasach był to absolutny ewenement! Nie było w Europie innych średniowiecznych zamczysk tak nowocześnie w środku wyposażonych. Zamek szybko stał się przytulnym gniazdkiem dla Franciszka Ferdynanda, jego żony Zofii i trójki dzieci, choć z zewnątrz robi on wrażenie monumentalne i dość przytłaczające.
Stylowa ławeczka w parku zamkowym

Ciekawy pomysł! Pień umarłego drzewa przekształcony w nowoczesną rzeźbę

Nieomal jednocześnie z pracami remontowymi w budynku, rozpoczęło się tworzenie imponującego ogrodu różanego, a także parku otaczającego zamek. W parku znalazło się wiele klasycznych rzeźb oraz fontann, które przyjechały tu z Modeny i pochodziły z kolekcji rodu Este, którego arcyksiąże był spadkobiercą. Nad swoją największą dumą, czyli ogrodem różanym, Franciszek Ferdynand pracował z wiedeńskim nadwornym ogrodnikiem Karlem Mossnerem, tworząc wymyślne okrągłe partery w stylu wiktoriańskim pod południowym tarasem zamku. Gospodarz sprowadził do Konopiszte przeszło dwieście najpiękniejszych odmian róż z całego świata. W modzie były wtedy róże sztamowe, szczepione na pniu. Było ich w ogrodzie ponad 1500 sztuk, a poza tym rosło tam około 7000 róż krzewiastych.
Na tym zdjęciu najlepiej widać koncepcję różanego ogrodu Franciszka Ferdynanda. Na rozległej polance w parku wytyczono owalne rabaty, na których rosły różane krzewy. Każda odmiana w osobnej kwaterze  

Ogród ozdobiono pięknymi kamiennymi donicami i klasycznymi rzeźbami

Jedną z ozdób były kopie egipskich obelisków

Z różanki widać jedną z zamkowych wież
Na terenie ogrodu różanego zaprojektowane też zostały nowoczesne szklarnie dla roślin ciepłolubnych, głównie dla tropikalnych palm. Przez cały rok w szklarniach hodowano też żółte, pachnące róże, które były ulubionymi kwiatami hrabiny Zofii. To właśnie te róże dostała Zofia od angielskiego marszałka Neel’a, dlatego ta odmiana nosi nazwę ‘Marszalka’. Żółte róże tradycyjnie do dziś zdobią zamkową bibliotekę, a w szczególności portret hrabiny Zofii.
Żółte, pachnące róże były ulubienicami hrabiny Zofii

Jedne z niewielu kwitnących róż, które udało mi się dostrzec w różance...

Ale za to piwonie kwitły obficie. Jednak nie one były głównymi bohaterkami tego miejsca

A żółty wiciokrzew romantycznie oplatał budynek, znajdującej się na terenie różanki, kawiarenki

Kilkanaście lat trwało urządzanie parku i ogrodu różanego. Na początku czerwca 1914 roku (niedługo przed tragiczną śmiercią pary gospodarzy) Konopiszte odwiedził pruski cesarz Wilhelm II. Przywiózł on ze sobą admirała Alfreda von Tirpitza, który był uznanym ogrodnikiem i bardzo chciał obejrzeć sławną już wtedy w Europie różankę następcy tronu austro-węgierskiego. Ponieważ wiosna była późna i chłodna tego roku, większość róż nie chciała zakwitnąć na czas. Gospodarz nakazał więc na kilka dni wcześniej podlewanie rabat ciepłą wodą, by zapewnić kwitnienie w odpowiednim momencie. Ten sprytny zabieg przyniósł chyba niezłe efekty, ponieważ kajzer Wilhelm wychwalał arcyksięcia za ogród i doskonałe wyczucie barw.
Ławeczka, na której na pewno siadywała rodzina następcy tronu...

Przepięknie rzeźbiona donica

Różankę otacza piękny, stary park

Jedna z klasycznych rzeźb ogrodowych

O tym, że arcyksiąże Franciszek Ferdynand był zapalonym ogrodnikiem świadczy też fakt, że w 1912 roku odwiedził wystawę ogrodniczą w Londynie, zorganizowaną przez Królewskie Towarzystwo Ogrodnicze (ta wystawa stała się prekursorką organizowanego do dziś Chelsea Flower Show). Franciszek Ferdynand uzyskał u cesarza pozwolenie na wyjazd razem z żoną Zofią, ale para pojechała do Londynu prywatnie i podróżowała incognito jako hrabia i hrabina Artstetten. Choć Franciszek Ferdynand i Zofia udawali zwykłych turystów oglądając wystawę, to i tak zostali rozpoznani, a gazety szczegółowo opisywały każdy ich krok. Oprócz wystawy zwiedzili wtedy również słynny ogród botaniczny Kew, a także pałac i ogrody w Hampton Court oraz kilka wiejskich posiadłości, słynnych z pięknie zaaranżowanej roślinności.
Gigantyczne rododendrony!

Niestety, następca tronu austrowęgierskiego miał też inną wielką pasję – zabijanie zwierząt, zwaną eufemistycznie myślistwem. Trofea myśliwskie zgromadzone w zamku to kolekcja tysięcy poroży, zębów poukładanych w szklanych gablotach, wypchanych zwierząt, wypreparowanych skór. A wszystko dla chęci pochwalenia się i pokazania – „Tyle tego nazabijałem!”... Zrobiło to na mnie przygnębiające wrażenie. Ale podobno takie były wtedy rozrywki w wyższych sferach i każdy to robił. Jednak większą bym miała sympatię dla tego nieszczęśnika Franciszka Ferdynanda, gdyby był tylko pasjonatem ogrodnictwa i róż...
Ta pasja następcy tronu nie przypadła mi do gustu

Ogród różany został zrekonstruowany w latach 1995-2000. Obecnie można też zwiedzać szklarnie Franciszka Ferdynanda.
Zamkową szklarnię można zwiedzać za dodatkową opłatą. Mieści głównie kolekcję palm 
Odwiedziłam zamek Konopiszte na początku czerwca z nadzieją, że róże będą w pełnym rozkwicie, ale niestety tak nie było. Niewiele róż kwitło i różanka była raczej mało kolorowa. Ale po zwiedzaniu zamku, który wygląda tak jakby jego mieszkańcy dopiero co się z niego wyprowadzili, nie było trudno sobie wyobrazić rodzinę następcy tronu spacerującą po alejkach... Oczami wyobraźni widziałam też samego Franciszka Ferdynanda z troską obserwującego różane krzewy i zastanawiającego się, dlaczego jeszcze nie kwitną, choć już najwyższa na to pora...

czwartek, 13 sierpnia 2015

Ogród Vrtbów w Pradze. Barok po czesku

 Kiedy myślimy „ogród barokowy”, to od razu przed oczami staje nam Wersal, Vaux-le-Vicomte, albo choćby warszawski Wilanów, gdzie na stosunkowo dużej i płaskiej przestrzeni rozmieszczone są symetryczne rabatki z obwódkami ze strzyżonych bukszpanów, gdzie przestrzeń podzielona jest na zaciszne gabinety za pomocą grabowych żywopłotów i urozmaicają ją kamienne rzeźby oraz fontanny.
Jednak hrabia Jan Josef Vrtba, czeski arystokrata, sprawujący urząd Burgrabiego Zamku Praskiego, nie dysponował dużą i płaską działką. W ogóle w czeskiej Pradze raczej trudno było o taką działkę, ponieważ teren jest raczej pagórkowaty. Działka, przylegająca do pałacu Vrtbów przy ulicy Karmelickiej 25, licząca sobie zaledwie jakieś 3000 m kw , była wcześniej winnicą, założoną na zboczu wzgórza Petrin. Hrabia Jan Josef Vrtba postanowił jednak w miejscu winnicy urządzić sobie ogród, ponieważ taka była wtedy moda. Działo się to w latach 1715-1720.
Ogród Vrtbów, pełen uroku, maleńki, mistrzowsko zaprojektowany...

Ciekawe jednak, że hrabia mając do dyspozycji ogromne środki na remont pałacu i budowę ogrodu, nie zdecydował się na ściągnięcie znanego specjalisty z Włoch, Niemiec, albo innego cudzoziemca (jak to się najczęściej działo u nas w Polsce), lecz zaangażował czeskiego architekta, na dodatek rodowitego Prażanina - Franciszka Maxymiliana Kankę. (Może to był przypadek, a może nie...).  To właśnie on jest autorem bardzo ciekawego projektu ogrodu, rozłożonego na trzech tarasach połączonych ze sobą schodami i murami oporowymi. Najwyższy punk widokowy ogrodu położony jest na wysokości 220 m n.p.m.
Z poszczególnych tarasów można podziwiać roślinne partery

Schemat ogrodu, przefotografowany przeze mnie z ulotki informacyjnej

Widok z góry na najniższy taras


Symetria jest w ogrodach barokowych zasadą najważniejszą. Warto podpatrzeć, jak projektant poradził sobie z tym zadaniem na dość nieregularnym pasku gruntu, położonym na zboczu wzgórza. Na drugim tarasie widać to najlepiej. Po jednej stronie w murze oporowym zaprojektowane zostały półokrągłe nisze, w których teraz stoją ławeczki (pierwotnie prawdopodobnie stały tam rzeźby). Po drugiej stronie muru nie ma, ale dla zachowania symetrii projektant zaplanował tam żywopłot z arkadami, naśladującymi nisze. Sprytny pomysł!

Średni taras z widocznymi niszami w murze oporowym

Po przeciwnej stronie zamiast muru jest arkadowy żywopłot


Ogromną wartością tego ogrodu jest to, że właściwie w niezmienionej formie przetrwał on od momentu powstania do naszych czasów. W dobie klasycyzmu, czyli na początku XIX wieku pałac przeszedł co prawda pewną modernizację, ale ogród pozostał prawie nietknięty (dobudowano wtedy tylko najwyższą platformę widokową).
Najwyższy taras z platformą widokową

Widok z platformy widokowej

Totalną rekonstrukcję całego obiektu (ogrodu i pałacu) przeprowadzono dopiero w latach 1990-1998, ale bardzo dokładnie według barokowych planów i wzorów. Wymieniono wtedy w ogrodzie całą szatę roślinną, naprawiono mury oporowe, wykonano kopie brakujących i mocno zniszczonych rzeźb. Rekonstrukcja ogrodu kosztowała ponad 46 milionów koron czeskich. Warto też zauważyć, że rekonstrukcja trwała dłużej niż budowa w XVIII wieku.
Roślinne ornamenty ze strzyżonego bukszpanu


Do ogrodu wchodzi się przez ciekawą budowlę, zwaną Salla terrena, która jest łącznikiem pomiędzy pałacem i najniższym tarasem ogrodu. Zachowały się w niej wspaniałe barokowe freski, przedstawiające sceny ogrodowe. Naprzeciw tej budowli, po drugiej stronie tarasu ogrodowego znajduje się ptaszarnia, w której mieszkają egzotyczne ptaki z praskiego ZOO.
Wejście do Salla terrena, czyli łącznika między pałacem a ogrodem

Wnętrze Salla terrena z freskami i rzeźbami


Bardzo polecam odwiedzenie tego ogrodu nie tylko ze względu na jego historyczne i architektoniczne walory, ale także dlatego, że w niemiłosiernie zatłoczonej przez turystów Pradze jest to cudowne miejsce do odpoczynku. Oczywiście, też jest odwiedzane (w każdym przewodniku jest o nim wzmianka), ale wielkich tłumów tu nie ma i zawsze można znaleźć wolną ławeczkę. Poza tym widoki Pragi są stąd naprawdę obłędne! Widać kościół Św. Mikołaja na Stary Mieście, Zamek Praski i katedrę Św. Wita, a przede wszystkim czerwone dachy kamienic i pałaców Malej Strany.
Widok na dachy Malej Strany i kościół 

Widok z ogrodu na Zamek Praski i Katedrę



W wielu czeskich ulotkach znalazłam jeszcze informację, że ogród Vrtbów jest zabytkiem unikalnym na skalę europejską  i najpiękniejszym ogrodem barokowym na północ od Alp.
Ach, ci Czesi! Są po prostu mistrzami w marketingu turystycznym...

Bilet wstępu kosztuje 62 korony czeskie.

Ogród Vrtbów - po prostu barokowa perełka Pragi


Rzeźby ozdabiające ogrodowe schody

Syrenki i maszkaron - częste dekoracyjne motywy ogrodów barokowych

niedziela, 2 sierpnia 2015

Bagno. W ogrodzie u braci Salwatorianów

Od dłuższego czasu planuję dłuższą wyprawę na Dolny Śląsk, który jest krainą przebogatą w zabytki, malownicze miasteczka, piękne krajobrazy... Niestety, na razie nie udało mi się zrealizować tego planu. Ostatnio jednak, przejeżdżając przez ten region, miałam okazję "wpaść do Bagna"... 
Bracia Salwatorianie mają swoją główną siedzibę w Bagnie


Bagno to wieś, położona około 30 km od Wrocławia, blisko Obornik Śląskich. Słynie ona z tego, że jest tam klasztor i seminarium duchowne księży Salwatorianów. Siedziba zgromadzenia mieści się w pięknym, zabytkowym pałacu, otoczonym starym, romantycznym parkiem i ogrodem. Całe założenie pałacowo-parkowe zostało ostatnio starannie odrestaurowane i zrewaloryzowane. Wygląda teraz pięknie i warte jest wycieczki.
Widok na zabytkową altankę, pochodzącą z początków XX wieku


W majątku, który w tej chwili zajmują Salwatorianie, stał kiedyś barokowy pałac jednego ze śląskich arystokratów. Jednak obecny wygląd zabudowań i ogrodu nadany został temu zabytkowi na początku XX wieku. Posiadłość kupił wtedy bardzo bogaty browarnik wrocławski Georg Kissling. Rozbudował on barokowy pałac, dodając do niego neobarokową część. Zrobił to jednak ze smakiem, ponieważ całość wygląda harmonijnie i stylowo. Kissling, pochodzący z mieszczańskiej rodziny, był człowiekiem bardzo ambitnym (by nie powiedzieć – próżnym) i marzył mu się tytuł szlachecki. I prawie to sobie załatwił (czytaj: kupił)... Do pałacu Kisslingów w Bagnie miał przyjechać cesarz Wilhelm II specjalnie po to, aby nadać gospodarzowi tytuł szlachecki i herb. Z okazji planowanej wizyty cesarza została nawet zbudowana specjalna brama obok pałacu, przypominająca łuk tryumfalny. Niestety, wybuchła I Wojna Światowa i wszystko diabli wzięli... O ambicjach dawnego gospodarza Bagna świadczy pusty kartusz herbowy, umieszczony nad głównymi drzwiami do budynku.
Pałac Kisslinga od strony dziedzińca. Nad drzwiami widać pusty kartusz herbowy

Brama w kształcie łuku triumfalnego, wybudowana z okazji planowanej wizyty cesarza Wilhelma II

Najstarsza, barokowa część pałacu

Tak wygląda pałac od strony ogrodu


W latach 30-tych XX wieku majątek kupili niemieccy Salwatorianie na swoją siedzibę. W czasie II wojny światowej urządzony tu został obóz dla wysiedleńców i volksdeutchów z Polski i Jugosławii, a Salwatorianie przeniesieni zostali do innego budynku we wsi. Wkrótce jednak niemieccy księża opuścili Bagno. Pozostał tu jedynie pewien Polak, zakonnik, brat Feliks Sierny. Udało mu się jakimś cudem uchronić kompleks przed zniszczeniami ze strony wycofujących się wojsk niemieckich, a potem w 1945 roku – wkraczających sowieckich. Ciekawe, jak on to zrobił – natchniony cudotwórca, czy przebiegły lis...? Nigdzie nie natknęłam się na informację, jakich użył forteli, by ochronić zabytek przed zniszczeniami i przeprowadzić swój plan. Dość powiedzieć, że od razu po zakończeniu wojny właśnie w Bagnie zaczęła się zawiązywać nowa polska wspólnota księży Salwatorianów, a od 1953 roku zaczęło tu nawet działać Wyższe Seminarium Duchowne. W takich strasznych dla Kościoła czasach...
 
Bracia Salwatorianie podczas przechadzki po parku

Przedwojenny pomnik ojca Franciszka Jordana, założyciela zakonu Salwatorianów

A tak wygląda jego współczesny pomnik, ustawiony przy wejściu do ogrodu

Ponad 5 ha pięknego starego parku otacza pałac w Bagnie. Od 2008 roku przez kilka lat trwała rewaloryzacja parku i ogrodu. Podobno wzorem do przywracania ich dawnej świetności były liczne zdjęcia, jakie się zachowały z okresu przedwojennego. Największe wrażenie robi park z niesamowitymi okazami starych dębów i buków. Przez teren parku poprowadzono wiele wygodnych ścieżek do spacerowania. Można nimi wędrować godzinami, trafiając po drodze na różne niespodzianki – kapliczki, pomniki, stacje Męki Pańskiej (każda stacja ma swój roślinny symbol – brzozę, lipę, jaśminowiec, bluszcz, itd.). W parku jest duży staw, z zadbaną linią brzegową (kwitło mnóstwo wilgociolubnych bylin) i kolorowym domkiem dla kaczek.
Kolorowy domek dla kaczek na stawie w Bagnie

Drewniana kapliczka w parku

Jeden z majestatycznych wiekowych buków

Jedna ze stacji Męki Pańskiej, które są rozrzucone po całym parku. Roślina symboliczna - bluszcz pospolity.
Każda stacja ma swoją roślinę-patrona


Od frontu znajduje się ogród ozdobny – wzorowany na starych fotografiach. Ma się wrażenie, że pałac dosłownie tonie w kwiatach i zieleni. Jest tu bardzo dużo azalii i rododendronów. W słonecznym miejscu kwitły też przepięknie piwonie drzewiaste.
Jest tu też labirynt, który nazywa się Ogrodem Filozofów. Meandrując pośród strzyżonych cisów co krok natykamy się na filozoficzne sentencje, które mogą służyć za życiowe motta.

Klomb przed pałacem wygląda jak za dawnych czasów

Pałac w otoczeniu bujnej zieleni pięknie się prezentuje

Jedna z sentencji w Ogrodzie Filozofów


Wnętrza klasztoru Salwatorianów też można zwiedzać, ale tylko w niedzielę. Ja niestety byłam tam w dzień powszedni, kiedy wolny wstęp jest tylko do parku i ogrodu.
Ale to nic! Podczas planowanej od dawna wycieczki na Dolny Śląsk na pewno jeszcze tu powrócę, by obejrzeć resztę...

Piwonie drzewiaste zachwycały kolorami...

...i wielkością kwiatów
"Przechodząc obok pozdrów Maryję..."

Malownicza ścieżka z mostkiem. Bagno to nastrojowe miejsce...