Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

sobota, 31 stycznia 2015

Kawałek Japonii w Argentynie. Jardin Japones w Buenos Aires

Przeglądałam dziś zdjęcia z mojej wyprawy do Argentyny sprzed trzech lat. Będąc w Buenos Aires zajrzałam wtedy do Ogrodu Japońskiego, którym to miasto bardzo się szczyci. Powstał on w latach 70-tych XX wieku. A okazją do jego założenia była wizyta w Argentynie japońskiego następcy tronu Akihito i jego małżonki Michiko. Ogród ten zaprojektowali i współfinansowali Japończycy, więc jest to prawdziwy japoński ogród, tyle że na innym kontynencie... 

Być może była to ekstrawagancja z mojej strony, że w Buenos Aires wybrałam się akurat do ogrodu japońskiego. Na swoje usprawiedliwienie mam tyle, że wszystkie inne atrakcje argentyńskiej stolicy także zwiedziłam, a nawet próbowałam tańczyć tango na ulicy (w Buenos najlepsza milonga jest właśnie pod gołym niebem na Plaza Dorrego w dzielnicy San Telmo)... A wycieczka do ogrodu japońskiego była dla mnie miłą odmianą i odpoczynkiem od dość hałaśliwego i zatłoczonego miasta, jakim jest Buenos Aires.

Kiedy oglądałam ten ogród trzy lata temu, bardzo mi się podobał. Kiedy jednak teraz przeglądam zrobione tam zdjęcia, mam mieszane uczucia. W stosunku do ogrodów, które niedawno widziałam w Japonii, ten w Buenos Aires wydaje mi się trochę pozbawiony magii... 
I jakby czegoś mu brakowało... Może kilku wieków historii? A może wilgotnej mgiełki unoszącej się w powietrzu, która spowijała jesienne ogrody w Japonii, kiedy je zwiedzałam w listopadzie?
Wyciągnęłam też zdjęcia z Japonii i próbowałam porównać, by zrozumieć, w czym rzecz. Chyba chodzi o tę patynę i mgiełkę. Prawda?
Japońska latarnia w ogrodzie w Buenos Aires

Podobna latarnia w ogrodzie Isuien w mieście Nara (Japonia)

Charakterystyczna szachownica zen w ogrodzie w Buenos Aires

I szachownica z mchu i kamieni w ogrodzie zen Tofuku-ji w Kioto (Japonia)

Kamienna stupa w ogrodzie w Buenos Aires

Podobna stupa w ogrodzie Sho-ren-in w Kioto (Japonia)
Tak, czy inaczej, absolutnie nie mam zamiaru nikogo zniechęcać do odwiedzenia ogrodu japońskiego w Buenos Aires. Wielkie miasto może zmęczyć, a wtedy spacer po ogrodzie pozwala zrelaksować się i pooddychać świeżym powietrzem, nacieszyć oczy zielenią roślin. Bo ten ogród jest dość duży, a w materiałach promocyjnych nawet znalazłam informację, że jest to największy japoński ogród na świecie, wyłączając Japonię. Ale nie wydaje mi się... Na miejscu można też zjeść obiad w japońskiej restauracji albo napić się zielonej herbaty. 
A potem już spokojnie i w pełni sił można "ruszyć w tango", bo cóż lepszego można robić w Buenos Aires...?

Zamieszczam jeszcze kilka innych zdjęć z tego sympatycznego ogrodu w stolicy Argentyny.


Mostek przerzucony nad odnogą stawu w Buenos Aires

Ten sam mostek widziany z innej strony

Kładka spacerowa nad taflą stawu w Buenos Aires. Można z niej obserwować przepiękne okazy karpi koji

Ogród Japoński - duma Buenos Aires

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Klasztor Tofuku-ji w Kioto. Współczesna interpretacja ogrodu zen

Kiedy mieszkałam w Kioto, klasztor Tofuku-ji był w zasięgu pieszej wycieczki od mojej kwatery. Byłam jeszcze pół żywa, kiedy wybrałam się tam następnego dnia po przybyciu do Japonii. Po prawie dobie spędzonej w samolotach nie bardzo jeszcze docierało do mnie, gdzie jestem i co widzę.
Kiedy dotarliśmy do świątyni, ogromne wrażenie zrobiło na mnie, że zabudowania klasztorne zajmują tak ogromną przestrzeń. Szliśmy szeroka aleją, wzdłuż której po jednej i drugiej stronie usytuowane były małe świątynie – każda z nich otoczona wypielęgnowanym ogródkiem i otoczona murem. Z zaciekawieniem zaglądałam do każdej z nich – niektóre były otwarte i można było obejrzeć ogrody. Wyglądało to jak ogromna dzielnica świątyń. Dopiero później zorientowałam się, że właśnie tak wyglądają wszystkie ważniejsze klasztory buddyjskie w Japonii. Główna świątynia jest otoczona zespołem małych pod-świątyń (tzw. sub-temples), z których każda jest osobną całością. Im ważniejszy klasztor, tym więcej tych pod-świątyń. W Tofuku-ji swojego czasu było ich aż 101. Obecnie jest ich kilkadziesiąt.
Żwirowy ogród zen w Tofuku-ji

Grupa kamieni symbolizuje wyspy, na których żyją nieśmiertelni


Klasztor Tofuku-ji pochodzi z XIII wieku i do dziś jest jednym z najbardziej szanowanych ośrodków religijnych w Kioto. Wokół domu opata znajduje się jeden z bardziej znanych w Japonii ogrodów zen. Był to pierwszy ogród zen, jaki w życiu widziałam, więc byłam po prostu zachwycona jego oryginalnością i abstrakcyjną formą. Nie mogłam wyjść z podziwu, jak uniwersalna i ponadczasowa jest stara sztuka ogrodów zen! Ale dopiero gdy przeszedł mi jet lag, wróciła przytomność umysłu i zaczęłam się szczegółowo zagłębiać w materiały informacyjne, doczytałam się, że ten ogród powstał w XX wieku...
Żwir jest codziennie grabiony przez mnichów w misterne wzory

Ogrody zen ogląda się tylko z drewnianej werandy. Nikt ze zwiedzających nie ma prawa postawić na nich stopy 

Ogrody zen służą wyznawcom tej religii do medytacji


Ostatni wielki pożar strawił większość zabudowań Tofuku-ji w 1880 roku. Budynki zostały dość szybko odbudowane, ale ogród zen leżał odłogiem aż do 1939 roku. Zainteresował się nim wtedy bardzo słynny japoński architekt krajobrazu Shigemori Mirei. W latach 30. przeprowadził on badania, których przedmiotem były dokonania dawnych mistrzów ogrodnictwa i ocalałe ogrody. W rezultacie powstało dzieło liczące 26 tomów, które dziś stanowi nieocenione źródło informacji i inspiracji. Wydawało się, że mistrz Mirei będzie najwłaściwszą osobą, która przywróci dawny splendor ogrodowi zen w Tofuku-ji. I rzeczywiście tak się stało, ponieważ ogród jest – od momentu powstania - bardzo znany i podziwiany. Ale Shigemori Mirei nie poszedł drogą prostą i oczywistą. Zamiast kopiować dawny ogród postanowił stworzyć projekt zupełnie nowy, autorski, jakby współczesną interpretację ogrodu zen. W efekcie powstała bardzo udana mieszanka tradycyjnej prostoty ogrodów zen i abstrakcjonizmu XX wieku.

Zachodnia część ogrodu jest dość nowoczesna w formie...


Najbardziej tradycyjna jest południowa strona ogrodu. Jest to typowa kompozycja ‘karesansui’(czyli suchego krajobrazu), złożona z dwóch części – z jednej strony jest to grupa kamieni, które symbolizują Wyspy Nieśmiertelnych, a z drugiej strony jest to pięć górek pokrytych mchem, które symbolizują pięć najważniejszych buddyjskich świątyń w Japonii (w tym Tofuku-ji). Obie części połączone są „oceanem” jasnego żwiru, grabionego we wzory fal i wodnych wirów.
Strona zachodnia ogrodu to kompozycja strzyżonych w niskie sześciany krzewów azalii japońskich i białego żwiru. Ta geometryczna szachownica złagodzona jest płynnym i nieregularnym kształtem rabaty z mchu.
Północna strona ogrodu to bardzo znany z licznych zdjęć Kioto widok szachownicy, utworzonej z mchu i kamiennych płyt. Tłem tej aranżacji są strzyżone krzewy, a w oddali ogród klonów japońskich.
Widok znany z wielu folderów, poświęconych ogrodom w Kioto...

Południowa strona ogrodu to z kolei siedem pozostałości po kamiennych kolumnach, ocalałych ze spalonych zabudowań klasztornych. Ciekawe jest to, że są one ustawione tak, by przypominały gwiazdozbiór Wielkiej Niedźwiedzicy. „Konstelacja” kamiennych kolumn jest zanurzona w „oceanie” grabionego żwiru i otoczona płynną linią rabaty mchowej.
Ogród Wielkiej Niedźwiedzicy

Spodobał mi się ten detal na dachu ogrodzenia. Jest jakby podpisem dekarza...



Oprócz ogrodu zen w Tofuku-ji warto też obejrzeć wspaniałą dolinę obsadzoną setkami klonów palmowych i japońskich, które jesienią przybierają jaskrawe czerwone i pomarańczowe kolory. Kiedy ja tam byłam (na samym początku listopada), klony dopiero zaczynały swój jesienny spektakl. Niemniej jednak na słynnym, zadaszonym moście Tsuten-kyo już gromadziły się pokaźne grupki Japończyków wypatrujących pierwszych jaskrawych listków. Bo jesień jest dla mieszkańców tego kraju tak samo magiczna jak wiosna, gdy zakwitają miliony wiśniowych drzew...
Oglądanie klonów z mostu Tsuten-kyo

Przez dolinę klonów wiedzie bardzo długi, zadaszony most

Widok przebarwiających się liści ściąga do niektórych ogrodów wielu Japończyków

Prostota i skromność japońskich ogrodów są urzekające! Bambusowy płotek powiązany sznurkami

Piękny ogród w jednej z pod-świątyń Tofuku-ji

A tu inna pod-świątynia ze strzyżonymi w kulki azaliami...

... i własnym ogrodem żwirowym, grabionym w prostą krateczkę 

niedziela, 18 stycznia 2015

Tenryu-ji w Arashiyamie. Ogród Niebiańskiego Smoka

Wycieczka do Arashiyamy, czyli podmiejskiej dzielnicy Kioto, jest znakomitym pomysłem, jeśli ktoś chce na chwilę odpocząć od wielkomiejskiego zgiełku japońskiej metropolii. Tu można złapać trochę oddechu... Nad rzeką wznoszą się piękne wzgórza, porośnięte klonami, które okrywają się ciepłymi kolorami jesieni. Włócząc się po uliczkach, przy których nie ma żadnych bloków ani apartamentowców, lecz tylko domki jednorodzinne, można czasami dojść do pola, łąki albo nawet kawałka bambusowego lasku. Panuje tu miła, leniwa, małomiasteczkowa atmosfera.
Na uliczkach Arashiyamy można spotkać tradycyjną rikszę. To usługa dla turystów, licznie odwiedzających ten zakątek Kioto

 Arashiyama od najdawniejszych czasów była ośrodkiem japońskiego buddyzmu zen. Znajduje się tu jeden z najważniejszych zabytków tej religii – świątynia i ogród Tenryu-ji. To one właśnie przede wszystkim były moim celem w Arashiyamie.
Ogród Niebiańskiego Smoka był głównym celem mojej wycieczki do Arashiyamy

Dopiero po powrocie do Polski „dogrzebałam się” szczegółów historii tego zabytku. A jest ona dość ciekawa. Już w IX wieku była w tym miejscu świątynia zen, ufundowana przez jedną z cesarzowych – pierwsza w Japonii! Potem w XIII wieku cesarz Kameyama zbudował na tym terenie swój pałac. W tym pałacu wychowywał się jego wnuk Go-Daigo, który następnie odziedziczył tron. Jednym z generałów cesarza Go-Daigo był szogun Ashikaga Takauji – krętacz, oszust i zdrajca. Doprowadził on do wojny domowej w Japonii, w wyniku której przejął władzę wojskową ustanawiając szogunat rodu Ashikaga, nazywany w historii Japonii okresem Muromachi. Cesarz Go-Daigo został zabity podczas wojny domowej.

Główna aleja prowadząca do świątyni Tenryu-ji

Bezwzględny szogun Takauji, choć całe swoje życie spędził na polach bitewnych i wydawał się być przywódcą absolutnie pozbawionym jakichkolwiek skrupułów, na starość zaczął mieć wyrzuty sumienia i lękać się tego, co się z nim stanie po śmierci. Otoczył się wtedy mnichami zen i rozpoczął poszukiwania wewnętrznego spokoju. Wśród otaczających go mnichów znajdowała się osoba wyjątkowa – Muso Soseki. Był to człowiek wszechstronnie wykształcony, artysta, poeta, myśliciel, wybitna osobowość. Muso Soseki opowiedział kiedyś starzejącemu się szogunowi swój sen. Podobno ujrzał on we śnie wyłaniającego się z rzeki złotego smoka i ten smok miał być wcieleniem zabitego cesarza. Smok zażądał, aby u stóp wzgórz Arashiyamy, w miejscu gdzie stał pałac, w którym wychowywał się cesarz, zbudować świątynię buddyjską.
 
Muso Soseki - mnich, poeta, kaligraf, filozof, projektant ogrodów... Żył w XIV wieku
Szogun Takauji nawet nie próbował dyskutować z tym mistycznym przesłaniem. Od razu podarował mnichom ziemię pod budowę świątyni (która nota bene wcześniej należała do zabitego cesarza Go-Daigo), a nawet specjalnym edyktem zezwolił im na handel z Chinami, dzięki czemu mieli środki na budowę nie tylko tej świątyni, ale też wielu innych. Na dodatek świątynia została nazwana Tenryu-ji, co w tłumaczeniu oznacza „Świątynia Niebiańskiego Smoka”.

Staw w ogrodzie Tenryu-ji jest często tłem dla pamiątkowych zdjęć 

 Świątynnych budowli – mniejszych i większych - było tu swojego czasu około kilkudziesięciu, ale często zdarzały się pożary, które doszczętnie trawiły drewniane zabudowania. W rezultacie, w tej chwili oglądać można w Tenryu-ji rekonstrukcje niektórych budowli, pochodzące z XIX wieku.

Pawilon opata i skromny ogród zen przed wejściem do Ogrodu Niebiańskiego Smoka

 Najprawdziwszą perłą jest jednak ogród, który przetrwał w postaci prawie nie zmienionej od XIV wieku, czyli od momentu, gdy założył go genialny artysta i projektant ogrodów Muso Soseki. Ogród ten jest połączeniem żwirowego ogrodu zen oraz ogrodu spacerowego, który można obejść ścieżkami biegnącymi wokół rozległego stawu. Staw przyozdobiony jest starannie rozmieszczonymi głazami, które mają bardzo rozbudowaną symbolikę. Oznaczają święte góry, wodospady, a nawet postaci z legend... Bardzo ciekawie wygląda „sucha kaskada”, na którą składają się głazy tak misternie dobrane i ustawione, że wygląda to tak, jakby woda właśnie przestała z nich spływać.

"Zapożyczone tło", czyli wzgórza Arashiyamy, robi wrażenie jakby ogród był nieskończony...

Linię brzegową zdobią starannie ustawione kamienie

Widok z pawilonu opata. Zdjęcie z www.japan-web-magazine.com

Woda, kamienie, drzewa - główne składniki japońskiego ogrodu

A w stawie muszą pływać kolorowe karpie. Na szczęście!

 W ogrodzie wykorzystana została też ciekawa technika „zapożyczonego krajobrazu”(często stosowana w japońskich ogrodach). Kiedy stoi się nad stawem, przed oczami rozciąga się piękny widok ogrodu na tle łagodnych wzgórz Arashiyamy. Odległe, zielone tło sprawia, że ogród wydaje się być zatopiony w naturalnym krajobrazie i pozornie nieskończony.

Udało mi się wypatrzyć kwiatki, choć w japońskich ogrodach to rzadkość. Błękitne goryczki

Kolorowe klony muszą być sfotografowane!

Ścieżka wśród klonów

Listopad to miesiąc przebarwiania się klonów w Japonii. Japończycy ruszają wtedy na wycieczki po ogrodach

 Prosto z ogrodu Tenryu-ji wychodzi się do niesamowitej alei w środku bambusowego lasku. Była ona scenerią kilku epizodów w filmie „Przyczajony tygrys – ukryty smok”.

Bambusowa aleja - jedna w większych atrakcji Arashiyamy

niedziela, 11 stycznia 2015

Kenroku-en w Kanazawie. Japoński ogród doskonały

Kanazawa jest bardzo ładnym, zadbanym miastem położonym na wyspie Honsiu od strony Morza Japońskiego. Pojechałam do tego miasta przede wszystkim po to, by obejrzeć jeden z trzech najpiękniejszych ogrodów Japonii (według japońskiego rankingu należą do tej grupy – ogród Koraku-en w Okayamie, Kairaku-en w Mito oraz Kenroku-en właśnie w Kanazawie). We wielu źródłach znalazłam informację, że tym naj..., naj..., naj... jest właśnie Kenroku-en. W żadnym wypadku nie mogłam go ominąć!!!
Starannie formowane drzewa i krzewy

 Bardzo się ucieszyłam, że trafiliśmy akurat na moment zabezpieczania drzew w bardzo charakterystyczny dla Kanazawy sposób, zwany yukitsuri. Aby ochronić drzewa przed bardzo obfitymi w tym rejonie opadami śniegu, buduje się specjalne konstrukcje z tyczek bambusowych oraz sznurów nad koronami drzew. Kiedyś ten sposób był popularny w wielu japońskich miastach, gdzie zdarzają się śniegi, ale ostał się jedynie w Kanazawie. Dziś charakterystyczne „parasole” nad drzewami są jednym z symboli tego miasta. Listopad to właśnie miesiąc zabezpieczania drzew za pomocą yukitsuri.

Zakładanie sznurów zabezpieczających przed śniegiem na korony drzew


Ogród jest bardzo duży, ponieważ liczy sobie kilkanaście hektarów. Pierwotnie był prywatnym, położonym w pobliżu zamku, ogrodem feudalnego rodu Maeda. Został założony w XVII wieku, a potem przez następne 200 lat był powiększany i upiększany przez kolejnych lordów, którzy mieli we władaniu miasto i jego okolice. Od 1871 roku jest ogrodem publicznym.
Ogród ten nawiązuje do tradycji ogrodów chińskich. Chińczycy uważali, że ogród doskonały powinien się odznaczać sześcioma cechami, zestawionymi w pary uzupełniających się pojęć:
  • przestronności i zaciszności
  • kreatywności człowieka i szacunku dla tego, co trwa od dawna
  • poruszającej się wody i pięknych, panoramicznych widoków wokół

Nazwa ogrodu Kenroku-en znaczy po japońsku  właśnie – „ogród sześciu cech”. I rzeczywiście  każdą z tych cech bez trudu można odnaleźć w tym niezwykłym ogrodzie.
Ogród otoczony jest pasmem wzgórz, które stanowią "zapożyczony krajobraz". Kiedyś, bez tych osiedli na wzgórzach, pewnie było tu piękniej...

Yukitsuri nad drzewami - symbol Kanazawy
Yukitsuri nocą. To zdjęcie pochodzi z serwisu www.kanazawa-tourism.com

Jeden z wielu rwących strumyków w ogrodzie


W Kenroku-en można się zagubić na wiele godzin, klucząc po krętych ścieżkach wokół stawów, wodospadów, wijących się strumyków i po przerzuconych przez nie mostkach. Zalicza się ten ogród do typu japońskich ogrodów spacerowych.  Wszędzie jest coś ciekawego – tu stare drzewo sosny ze starannie podpartymi konarami, by się nie połamały, tam omszała japońska latarnia, albo zanurzona w zieleni tradycyjna herbaciarnia... Ogród ma naprawdę mnóstwo uroku. Otwarty jest przez wszystkie sezony, ponieważ jest w nim mnóstwo atrakcji. Wiosną rozkwita 400 drzew sakury, czyli wiśni ozdobnych, ale to nie wszystko... Pięknie i dużo dłużej niż wiśnie kwitną śliwy ozdobne, których jest tu wiele.  Potem kolorami okrywają się także krzewy azalii japońskich i bujne kępy irysów, którymi są obsadzone brzegi niektórych strumyków. Jesienią pałeczkę przejmują widowiskowo przebarwiające się klony japońskie i inne drzewa liściaste. A zimą można podziwiać charakterystyczne yakitsuri nad koronami drzew oraz ogrodowe pejzaże ze śniegiem w roli głównej.
Klony w listopadzie płonęły kolorami

Malownicza wyspa na ogromnym stawie
Stylowa japońska kompozycja - formowane drzewo podocarpusa, latarenka i omszone kamienie... Klasyka
Podparte konary starej sosny

Cudna herbaciarnia na mniejszym stawie
Widok z wnętrza herbaciarni

Mnóstwo elementów i widoków z tego ogrodu stało się symbolami miasta Kanazawa, np. kamienna latarnia na dwóch nogach, stojąca nad stawem; sztuczny wodospad, liczący sobie aż 7 m wysokości; najstarsza w Japonii fontanna, działająca bez żadnych pomp pod wpływem naturalnego ciśnienia wody; nie wspominając już o wymienianych wcześniej yakitsuri... W folderach i materiałach informacyjnych o Kanazawie jest pełno pięknych zdjęć z Kenroku-en, co świadczy o tym, że Japończycy są z tego ogrodu bardzo, ale to bardzo dumni.
Kotoji - charakterystyczna latarnia na dwóch nogach, będąca symbolem nie tylko ogrodu Kenroku-en, ale i Kanazawy

Podobno jest to najstarsza japońska fontanna, która działa bez żadnej pompy, wykorzystując naturalne ciśnienie wody

To też jeden z symboli ogrodu - bardzo stara sosna czarna z 40. obnażonymi korzeniami, które wystają z ziemi na wysokość ponad 2 m. Wygląda trochę tak, jakby szykowała się do skoku...

Piękne niwaki z sosny

Piękne ogrody są bardzo często scenerią do sesji zdjęciowych nowożeńców
Fragment zamku w Kanazawie, który położony jest o krok od ogrodu


Ogromnie mi się podobała wycieczka do Kanazawy, tym bardziej że samo miasto też jest pełne niesamowitego uroku. Zachowało się tu kilka starych dzielnic z charakterystycznymi drewnianymi domami, gdzie można zobaczyć maiko i gejsze (jest tu czynna do dziś szkoła gejsz). Jedną z atrakcji jest też dobrze zachowana dzielnica samurajów, gdzie niewielkie, stylowe domostwa tych japońskich wojowników otoczone są grubymi murami.
Stara japońska dzielnica w Kanazawie

A to dzielnica samurajów. Domostwa ufortyfikowane jak małe twierdze

Nowoczesne miasto również jest bardzo eleganckie i pełne wysmakowanej współczesnej architektury. A pierwszym, od razu rzucającym się w oczy, tego przykładem jest  dworzec kolejowy. Podobno został on zaliczony przez jedno ze znaczących czasopism turystycznych do czołówki najpiękniejszych dworców kolejowych na świecie, czym Japończycy – uwielbiający takie rankingi – pochwalili się w broszurze, promującej miasto Kanazawa, którą dostaliśmy w biurze informacji turystycznej.

Nowoczesny dworzec kolejowy w Kanazawie. Piękna architektura nawiązująca do tradycyjnych bram tori