Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

sobota, 28 czerwca 2014

Ogród Krasińskich w Warszawie. Wiele hałasu o nic

Cała Warszawa trzęsła się do niedawna od emocji związanych z rewitalizacją jednego z najpiękniejszych stołecznych parków, czyli Ogrodu Krasińskich. Co to się nie działo! Powstawały komitety protestacyjne, zbierano podpisy pod petycjami do władz miasta, kto żyw włączał się do awantury, „Gazeta Wyborcza” drukowała pełne oburzenia listy różnych osobistości i celebrytów. Były boje, płacz i lamenty... Chodziło głównie o plan wycinki części drzew oraz ogrodzenie i zamykanie parku na noc.
Ogród przy barokowym Pałacu Krasińskich był pierwszym publicznym parkiem stolicy  

W pewnym sensie trudno się dziwić, że los Ogrodu Krasińskich tak bardzo leży na sercu Warszawiakom. To miejsce jest bardzo mocno zrośnięte z historią miasta. Ogród był pierwszym miejskim parkiem Warszawy, „zielonym salonem miasta” od XVIII wieku. Napoleon bywając w Warszawie urządzał właśnie tutaj parady wojskowe. Podczas II wojny światowej park ten był, ze względu na bliskie sąsiedztwo, świadkiem dwóch ogromnych tragedii – powstania w getcie i powstania warszawskiego. Po wojnie pałac Krasińskich odbudowano, a i parkowi przywrócono dawny blask (według projektu z końca XIX wieku, którego autorem był Franciszek Szanior, znany architekt zwany „ogrodnikiem Warszawy”). Ale to miało miejsce w latach 50-tych XX wieku. Za czasów PRL-u Ogród Krasińskich, jak zresztą większość stołecznych parków, zarastał bujnie chwastami i samosiejkami zamieniając się w gęste, nieprzebyte chaszcze. Cenne drzewa z powodu braku światła i pielęgnacji traciły swoje walory, dziczały i chorowały. A kiedy władze miasta postanowiły zrobić z tym porządek, rozpętała się ta wielka wrzawa.
Bardzo jestem ciekawa, co teraz sądzą o w swoim parku najwięksi oponenci zmian. Bo mnie się podoba... Asfaltowe, popękane alejki zamieniono na ziemne, powiększono powierzchnie trawników, na których teraz można się opalać na kocach lub leżakach, w miejscach gęstych chaszczy powstały kwietne rabaty lub posadzono grupy kwitnących krzewów. Wiele starych drzew pozostało i ocieniają teraz przestronne aleje. Dla dzieciaków przygotowano kilka placów zabaw oraz nowoczesną fontannę. Moim zdaniem park bardzo zyskał na urodzie i funkcjonalności, a w miarę rozrastania się nowych nasadzeń będzie jeszcze bardziej nabierał uroku. Wiele hałasu o nic...? No cóż, może to tylko moje zdanie.
Dzięki uporządkowaniu chaotycznej zieleni z samego końca parku widać piękną fasadę pałacu. Kiedyś ten widok był kompletnie zarośniety

Przestronna aleja parkowa w otoczeniu starych drzew

Widok sprzed frontu pałacu na Kościół Garnizonowy 

Ozdobne klomby otoczono kutymi barierkami

Stare drzewa przeglądają się w tafli stawu

Strumyk i kaskada

Wielki centralny trawnik służy Warszawiakom. Można tu przyjść z kocem lub leżakiem, aby się poopalać lub poczytać książkę

Pałac Krasińskich to najpiękniejszy barokowy pałac Warszawy. Zaprojektowany przez  genialnego architekta Tylmana z Gameren 

Od południowej strony żwirowe alejki otaczają bylinowe rabaty

Brama na starą ulicę Nalewki (dziś Bohaterów Getta), zaprojektowana przez Tylmana z Gameren. Podczas rewitalizacji parku odsłonięto ją, ponieważ była kompletnie zarośnięta przez drzewa i krzaki 

Przed pałacem pojawiła się elegancka fontanna z piaskowca

Jedna z rabat obsadzona jest ślicznymi różyczkami, które mają ząbkowany brzeg płatków

Ogród wzbogacił się o place zabaw dla dzieci

Ulubionym miejscem dzieciaków jest ta fontanna

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Park i pałac w Natolinie. Najbardziej tajemniczy ogród Warszawy

Przez 12 lat (w okresie PRL-u i trochę później) mieszkałam dosłownie o krok od tego miejsca. Jeździłam na rowerze wzdłuż muru obrośniętego dzikim winem i nie miałam pojęcia, co się za nim kryje. Tylko szlaban, strażnik pod bronią i znaki zakazu fotografowania wskazywały, że to coś ważnego...
Kilka lat temu park i pałac w Natolinie zostały udostępnione zwiedzającym. Co prawda, nie można tam swobodnie wchodzić, jak np. do Łazienek, i spacerować. Wstęp jest limitowany. Trzeba się wcześniej zapisać na zwiedzanie, a wycieczki organizowane są tylko w niedziele w okresie od maja do czerwca a potem we wrześniu. I tylko grupy zorganizowane z przewodnikiem mogą się poruszać po terenie parku. Ale i tak zwiedzanie zespołu pałacowo-parkowego w Natolinie miało dla mnie posmak odkrywania wielkiej tajemnicy.
Pierwszym znaczącym właścicielem tego terenu był król Jan III Sobieski, który zakupił go razem z pobliskim Wilanowem. Rozciągała się tutaj puszcza pełna wszelkiej „źwierzyny”, na którą król lubił sobie zapolować. Z kolei król August II Sas hodował tu bażanty. Pierwszy pałac z przeznaczeniem na wypoczynkową rezydencję wystawił tu August Czartoryski. Była to budowla w stylu klasycystycznym, zaprojektowana przez niesamowicie wziętego w II połowie XVIII wieku architekta i projektanta ogrodów Szymona Bogumiła Zuga (projektował dla Radziwiłłów, Izabeli Czartoryskiej, a nawet króla Stanisława Augusta Poniatowskiego). Był to mały pałacyk (właściwie „altanka”), służąca mieszkańcom Wilanowa jako baza, gdy chcieli pobyć trochę na łonie natury.
Pałac natoliński od frontu

Stanisław Kostka Potocki, kolejny właściciel wilanowskich włości, postanowił rozbudować pałacyk natoliński, przeznaczając go na cele mieszkalne dla swojego jedynego syna Aleksandra i jego żony Anny z Tyszkiewiczów. Bryła budynku została powiększona i upiększona, ale wskutek tego budynek usytuowany na brzegu skarpy zaczął się osuwać. Trzeba było zbudować potężny mur oporowy stabilizujący skarpę.
Widok od strony skarpy z murem oporowym

Razem z przebudową pałacu w duchu późnego klasycyzmu zaczął też powstawać ogród w stylu romantycznego parku krajobrazowego. Wśród starych drzew ustawiono rzeźby, osobliwe ogrodowe budowle, świątynie. Inicjatorką tych zmian ogrodowych była synowa Stanisława Kostki Potockiego – Anna z Tyszkiewiczów, nazywana Anetką. Anetka była niezwykle barwną postacią, kimś w rodzaju celebrytki w pierwszych latach XIX wieku. Interesowała się trendami w ogrodnictwie, była też całkiem zdolną malarką, potrafiła nawet tkać piękne gobeliny, a do tego wszystkiego była  poetką i pisarką (zostawiła po sobie ciekawe pamiętniki). Wykształcona, bardzo inteligentna, o wyjątkowo ciętym języku, miała wielkie powodzenie u mężczyzn, choć podobno wcale nie była piękna. Miała też widoczną wadę postawy (prawdopodobnie skrzywienie kręgosłupa), co sprawiało wrażenie jakby była garbata. Ale mężczyźni jakoś tego nie zauważali... Anetka wywołała też wielki skandal w kręgach arystokracji. Po urodzeniu dwójki dzieci rozwiodła się z hrabią Aleksandrem Potockim i popełniła mezalians wychodząc za mąż po raz drugi za pułkownika Dunin-Wąsowicza, napoleońskiego adiutanta. Po prostu, poszła za głosem serca, nie zważając na XIX-wieczne konwenanse, a właściwie kompletnie nic sobie z nich nie robiąc. Ta sama Anetka – już jako pani Dunin-Wąsowiczowa urządzała również park w Jabłonnie pod Warszawą, rezydencji należącej do rodziny Tyszkiewiczów.
Anetka Potocka-Wąsowiczowa (źródło www.wilanow-palac.pl)
Wróćmy jednak do Natolina. Anetka Potocka kazała wykarczować część lasu, rozciągającego się u stóp pałacu natolińskiego. Na utworzonej w ten sposób polanie pasły się zwierzęta gospodarskie, hodowane nieopodal w stylowym budynku zwanym „holendernią”. Oczywiście, jedynym celem tej kosztownej inwestycji był idylliczny widok na stado ślicznych krówek i owieczek. Niestety, nie ma już śladów po „holenderni”. Za to w dość dobrym stanie zachowała się budowla, która miała przypominać nastrojową ruinę antycznego wodociągu, wzniesioną z czerwonej cegły i granitu. Po dwustu latach istnienia rzeczywiście przypomina ona teraz chylący się ku upadkowi relikt czasów antyczynych.
"Ruina" akweduktu

Na liście osobliwych budowli parku natolińskiego można jeszcze umieścić świątynię dorycką, wzorowaną na świątyni Posejdona w Paestrum. Jest to 36 kolumn nakrytych dwuspadowym dachem. Ta niezwykle piękna budowla nie posiada żadnej funkcji użytkowej, a jej zadaniem jest wyłącznie pięknie wyglądać i cieszyć oczy spacerujących po ogrodzie.
Świątynia dorycka

Duże wrażenie robi też „most mauretański” (ciekawe, dlaczego tak dziwnie go nazwano, ponieważ przypomina on raczej bramę księżycową, znaną mi z chińskich ogrodów niż budowlę mauretańską). Ten most przerzucony został przez niewielki wąwóz, aby można było wygodnie przejść z pałacu do pomnika Natalii z Potockich Sanguszkowej, ukochanej córki Aleksandra Potockiego i Anetki, która zmarła w młodym wieku, pogrążając w nieutulonym smutku całą rodzinę, a zwłaszcza ojca.
Most mauretański

Z okresu II wojny światowej Natolin wyszedł mocno zniszczony. Stacjonujący tu hitlerowcy urządzali sobie ćwiczenia strzelnicze do parkowych rzeźb, m.in. do pięknego pomnika Natalii Sanguszkowej. Teren ogromnego parku-ogrodu przeorany został rowami strzelniczymi.
Po wojnie władza ludowa zaanektowała obiekt na swoją rezydencję wypoczynkową. Przeprowadzono generalny remont zarówno pałacu, jak i parku. Bolesław Bierut bardzo lubił tu przyjeżdżać na weekendy. Jednak z upływem lat rezydencja znowu zaczęła podupadać i pojawił się problem, co z nią zrobić.
Eleganckie pałacowe wnętrza

Zwiedzać można tylko trzy wnętrza na parterze pałacu

Już za czasów III RP przekazano natolińską rezydencję w dzierżawę Centrum Europejskiemu Natolin. Jest to filia elitarnej podyplomowej wyższej szkoły z centrum w Brugii, która kształci urzędników europejskich. Zabytkowe budynki zostały pieczołowicie wyremontowane i przekształcone na potrzeby edukacyjne. Pojawiło się też kilka nowych pawilonów, w których mieszczą się akademiki dla studentów.
Zabytkowa wozownia

Budynek pałacowej stajni

Budynek, w którym mieściły się pokoje dla gości oraz kuchnia

Poza wartością historyczną natolińska rezydencja Potockich jest też niezwykle cennym zabytkiem przyrody. W 1991 roku utworzono na tym terenie (liczącym – bagatela! – 105 ha) ścisły rezerwat przyrody. Większa część parku jest bowiem pozostałością starej puszczy mazowieckiej, która kiedyś porastała te tereny. Podczas 2,5 godzinnej wycieczki po Natolinie udało nam się zobaczyć stadko saren, kilka kicających zajączków i liczne ślady żerowania dzików. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie też zbiorowiska starych dębów - pomników przyrody.
Muszę przyznać, że ciągle jestem pod wrażeniem tej wycieczki do „tajemniczego ogrodu” w Natolinie...
Obecnie część parku to obszar chronionego rezerwatu przyrody

Stare parkowe dęby, pamiętające dawnych gospodarzy tych włości... 


Jak się tam dostać?
Aby zapisać się na wycieczkę należy wysłać maila na adres infosport@ursynow.pl lub zadzwonić pod numer (22) 545 74 59.
Zwiedzanie odbywa się tylko w majowe, czerwcowe oraz wrześniowe niedziele.






środa, 18 czerwca 2014

Ogród Yu w Szanghaju. Najciekawsze miejsce w ultranowoczesnej chińskiej metropolii

Pierwsze wpisy na moim blogu poświęciłam ogrodom Dalekiego Wschodu, a szczególnie ogrodom chińskim. Nie opisałam jednak wszystkich ogrodów, jakie odwiedziłam w czasie mojej podróży do Chin, ponieważ trochę mnie znużyła ta „chińszczyzna”...

Ostatnio ze służbowego wyjazdu do Szanghaju wróciła moja córka Nina, osoba młoda, która nie jest jeszcze na etapie zainteresowania ogrodami (u większości osób, które znam, ten etap przyszedł później, w wieku „średnim”). Zapytałam ją, co najbardziej podobało jej się w Szanghaju. Jej odpowiedź mnie zaskoczyła. Moje dziecko, które ciągle jeszcze z trudem odróżnia buka od bukszpanu i zdecydowanie przedkłada uroki wielkiego miasta nad uroki natury, odpowiedziało, że najciekawszym miejscem w Szanghaju jest Ogród Yu. A na potwierdzenie tego przywiozła stamtąd mnóstwo zdjęć.
W chińskich ogrodach najważniejsze są woda, kamienie i budowle. Rośliny są uzupełnieniem kompozycji


Zastanawiając się, co ją tak urzekło w tym klasycznym chińskim ogrodzie, postanowiłam wrócić do „chińszczyzny”. Ja też trzy lata temu odwiedziłam ten ogród, znajdujący się w samym centrum niemiłosiernie zatłoczonego Szanghaju...
Ogród powstał w XVI wieku. Zbudował go cesarski minister dla swojego ojca, aby umożliwić mu spędzenie ostatnich lat życia w pięknym otoczeniu. Te bardzo szlachetne pobudki doprowadziły jednak rodzinę do ruiny, ponieważ utrzymanie tak wielkiego ogrodu „zżarło” cały majątek. Jednak w tamtym czasie ogród Yu, czyli Yu Yuan („yuan” po chińsku znaczy ogród) był największym i najpiękniejszym ogrodem w Szanghaju. Potem ten ogród wielokrotnie zmieniał właścicieli, rozkwitał, albo popadał w ruinę, był także niszczony podczas powstań i wojen. Dopiero w 1956 roku, czyli już za Chińskiej Republiki Ludowej, przeszedł gruntowną rewitalizację, która trwała 5 lat i został otwarty dla publiczności.
Kamienna tablica z informacją o ogrodzie


Zaskakujące jest to, że sztuka ogrodowa w Chinach cieszy się tak wielkim uznaniem i szacunkiem (nawet za czasów ChRL tak było !!!). Chińczycy naprawdę kochają ogrody, lubią je odwiedzać i potrafią się nimi zachwycać. W ogrodach, które zwiedzałam w Chinach, były całe tłumy Chińczyków. To jest zupełnie inna sytuacja niż w naszej, zachodniej kulturze, gdzie ogrody, nawet te historyczne, traktowane są trochę po macoszemu i zawsze na drugim planie w stosunku do innych zabytków A już w każdym razie prawie nigdy jako dzieło sztuki, któremu należy się uwaga, szacunek i podziw.
Może przyczyny tego należy szukać w wielowiekowej ciągłości tradycji... Chińska sztuka ogrodowa jest bardzo stara – w porównaniu z naszą - to istny matuzalem. Pierwsze wzmianki o ogrodach chińskich cesarzy datowane są na XVI w.p.n.e.
Znowu - woda, kamienie i elegancka altana  z niewielkim dodatkiem roślin

Poza tym chińska sztuka ogrodowa zawsze była ściśle związana z innymi dziedzinami sztuki, jak malarstwo, kaligrafia, literatura, a projektanci ogrodów na ogół tworzyli dzieła we wszystkich z tych sztuk. A zatem ogrodnik był też jednocześnie trochę artystą malarzem, trochę grafikiem, a czasem nawet poetą.
Łatwo to zrozumieć, oglądając prawdziwy, klasyczny, chiński ogród, jak Yu Yuan na przykład. Idziemy ogrodową ścieżką, a przed naszymi oczami ukazują się kolejne, piękne widoki – zupełnie jakby ktoś powoli rozwijał przed nami rulon z tradycyjnym, chińskim malowidłem pejzażowym. A teraz popatrzmy przez pięknie obramowane okienko ogrodowej altany, albo korytarza. Czyż starannie zaaranżowany widok przez nie nie przypomina grafiki wykonanej ręką wprawnego kaligrafa...?  Zainteresujmy się jeszcze nazwami ogrodowych zakątków i eleganckich budowli. Weźmy np. Pawilon Nadsłuchiwania Obłoków czy Korytarz Jadeitowych Wód – czyż same te nazwy to nie jest poezja...?
Pawilon Wsłuchiwania się w Obłoki, najważniejszy w Yu Yuan

Księżycowa brama musi być w każdym chińskim ogrodzie. To jest związane z feng shui


Sztuka tworzenia ogrodów w Chinach wymagała ogromnej wiedzy. Przede wszystkim usytuowanie każdego ogrodowego elementu musiało się opierać na regułach feng shui . Poza tym ogród musiał być idealnym odwzorowaniem natury – miał być właściwie obrazem natury w miniaturze, czyli na ograniczonej powierzchni ogrodu. W ogrodzie chińskim stworzone ludzką ręką skały, stawy, budowle łączyły się z elementami naturalnego krajobrazu w jednolitą artystycznie całość. To wymagało bardzo drobiazgowej, dobrze przemyślanej aranżacji i ogromnej staranności.
Piękny widok na ażurową i lekką altankę

Bambusowy zagajnik

Bardzo ważną cechą klasycznego ogrodu była też jego elegancja. Właściciele ogrodów byli ludźmi zamożnymi (w klasycznych Chinach oprócz ogrodów cesarskich powstawały też prywatne, które należały do bogatych kupców, urzędników cesarskich lub uczonych) i nie żałowali środków na to, by ogród był nastrojowy, wyjątkowo piękny i w naturalny sposób elegancki. Ogród był powodem do dumy i przynosił właścicielowi splendor.
Skalniak w chińskim wydaniu przypomina skaliste pasmo gór

W tafli stawu przegląda się Jadeitowy Kamień - zwietrzała, porowata skała, symbolizująca wieczność


To wszystko sprawia, że chińskie ogrody oczarowują już od pierwszego kroku po przekroczeniu ich bram. Jest w nich coś, czego nie ma w ogrodach kultury Zachodu. Cisza, spokój, śpiew ptaków...? Nie, to nie o to chodzi! W chińskich ogrodach jest coś więcej – delikatność, powściągliwość, finezja, nie narzucające się wyrafinowanie. Myślę, że to na tym polega różnica...
Mostek do pawilonu

Rybki symbolizują bogactwo i dostatek

Zygzakowaty mostek - Chińczycy wierzą, że zła energia nie potrafi się przemieszczać po tak załamanych liniach

Ogród otoczony jest murem, zwieńczonym falującym cielskiem smoka

Ten smok widoczny jest też na bilecie wstępu. Wstęp kosztuje 40 juanów, czyli około 20 zł.


Cieszę się, że moja córka to odczuła i potrafiła docenić, choć – jak na razie – kompletnie nie interesuje się ogrodnictwem i ogrodami.
Zdjęcia ogrodu Yu w Szanghaju są jej autorstwa.


czwartek, 12 czerwca 2014

Księżna Izabela Czartoryska i jej Puławy. Ogrodniczka z najwyższych sfer


Oprócz ogrodów bardzo interesują mnie ludzie, którzy je tworzą lub tworzyli. A prawie zawsze tak jest, że za niezwykłymi ogrodami stoją bardzo ciekawi ludzie.

Księżna Izabela z Flemningów Czartoryskiej to postać wyjątkowo ciekawa. Znamy ją ze szkolnych podręczników historii jako patriotkę i twórczynię romantycznego ogrodu w Puławach. To jednak wizerunek mocno wyidealizowany. Księżna ideałem na pewno nie była. A w każdym razie nie przez całe życie...
Ogród w Puławach uchodzi za  szczytowe osiągnięcie tej nieprzeciętnej kobiety. Ale przecież najpierw były Powązki, czyli ogród który już nie istnieje. To było ulubione miejsce księżnej w latach 70. XVIII wieku, czyli w okresie rokoka. Izabela Czartoryska wzorowała się na ogrodzie królowej Marii Antoniny w Wersalu. Z pobliskiej Puszczy Kampinoskiej wykopano wtedy wiele młodych lip i dębów, by stworzyć w Powązkach idylliczny, naturalny krajobraz. A pośród kęp drzew i krzewów było tam kilka wiejskich chatek krytych strzechą, ale z niesłychanie luksusowym wyposażeniem (w środku marmury, jedwabie i złocenia). W Powązkach odbywały się wystawne przyjęcia, maskarady, przedstawienia teatralne, zabawy w „gospodarstwo”, gdy najprzedniejsza arystokracja dla rozrywki przebierała się za pasterzy i pasterki i „na łonie natury” pasła owieczki.
Księżna Izabela Czartoryska była jeszcze wtedy osobą młodą, bardzo „rozrywkową” i kochliwą. Kochanków zmieniała jak rękawiczki! Ale miała powody, by tak postępować.
Wydano ją za mąż za księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego (o 12 lat starszego), gdy miała zaledwie 15 lat (było to małżeństwo z rozsądku dla połączenia majątków). Młoda żona księciu wcale się nie podobała. Nie dość, że była wtedy nieopierzonym podlotkiem, to po niedawno przebytej ospie miała dzioby na twarzy i rzadkie włosy. Książe był obyty w wielkim świecie i wykształcony, a ona miała braki w wykształceniu. Książe, co prawda, pracował nad edukacją młodej żony, podsuwał jej książki, woził po europejskich dworach, by nabrała ogłady, ale jednocześnie traktował ją trochę „z góry”, jak sztubaka. No, i przez cały czas kochał się w innych kobietach...
Izabela Czartoryska, portret namalowany w 1774 roku
W tej sytuacji młoda Izabela nie pozostawała mu dłużna. W miarę dojrzewania nabierała wdzięku i uroku. Podobno nie była klasyczną pięknością, ale miała w sobie to „coś”, co przyciągało mężczyzn jak magnes. Była szczupła (do późnej starości), energiczna i ruchliwa, a jej twarz ozdabiały wielkie, granatowe oczy. Dość powiedzieć, że z pięciorga jej dzieci, tylko jedno było na pewno dzieckiem ślubnego męża. Na usprawiedliwienie księżnej można jeszcze powiedzieć, że takie były wtedy obyczaje...  Z drugiej jednak strony, książe Adam Kazimierz był naprawdę w porządku!  Wszystkie dzieci uznał za własne, dbał o nie, kształcił, choć prawdopodobnie nie przychodziło mu to łatwo, nawet w tamtych czasach.
Wracając do Powązek, trzeba zaznaczyć, że ogród był znany w kręgach arystokracji, i to nie tylko polskiej. Księżna Helena Radziwiłłowa zaczęła tworzyć swoją Arkadię pod Łowiczem rywalizując o palmę pierwszeństwa ze swoją przyjaciółką Izabelą, twórczynią Powązek. A księżna Czartoryska w Powązkach przyjmowała swoich wielbicieli, wśród których był między innymi król Stanisław August Poniatowski, czy ambasador Rosji w Warszawie Mikołaj Repnin. Jej mąż w tym czasie podróżował po Europie lub odwiedzał kolejne damy swego serca.

Księżna Izabela Czartoryska była beztroską i płochą damą okresu rokoka do pewnego momentu. W 1780 roku przeżyła szok. Jej ukochana 12-letnia córka Teresa spłonęła żywcem, kiedy od iskry z kominka zajęła się jej sukienka. Wkrótce potem zmarła też  wkrótce po narodzeniu jej kolejna córeczka. Prawdopodobnie po tych życiowych tragediach księżna przeżyła potężną depresję. Te wydarzenia sprawiły jednak, że dojrzała i spoważniała... Powązki i organizowane w nich szalone „imprezki” przestały ją bawić. Zresztą, sentymentalny ogród księżnej Izabeli został w 1794 roku zrównany z ziemią przez wojska carycy Katarzyny Wielkiej w odwecie za pro-polskie sympatie rodziny Czartoryskich. Nic się z niego nie ostało do naszych czasów poza nazwami kilku warszawskich ulic, np. Izabeli, czy Sybilli.

Czartoryscy mieli majątki rozrzucone po całej Polsce, ale najczęściej przebywali w stolicy w pałacu Błękitnym, który też do nich należał. Jednak po ostrym konflikcie z królem Stanisławem Augustem Poniatowskim książe Adam Kazimierz Czartoryski, mąż Izabeli, postanowił honorowo opuścić Warszawę. Żona stanęła wtedy po stronie męża, choć przecież król Stanisław August był kiedyś jednym z jej kochanków. Rodzina przeniosła się do swoich innych rezydencji, mocno oddalonych od stolicy. Księżna upodobała sobie Puławy, a książe – Sieniawę.
Obecny widok pałacu Czartoryskich po XIX-wiecznej przebudowie
A tak wyglądał pałac za czasów Izabeli Czrtoryskiej. Makieta


I mniej więcej od tego momentu zaczyna się niezwykła przemiana Izabeli Czartoryskiej z lekkoducha i kokietki w osobę mocno zaangażowaną w sprawy polityczne, w patriotkę oddaną sprawie ojczyzny. Izabela w Puławach sponsorowała polskich artystów, wystawiała polskie sztuki, wielokrotnie udzielała gościny Tadeuszowi Kościuszce. Ale najbardziej godne pochwały jest to, że na gorących patriotów wychowywała wszystkie swoje dzieci, z których najbardziej znany jest książe Adam Jerzy Czartoryski – twórca emigracyjnego hotelu „Lambert” w Paryżu.

Po przeprowadzce z Warszawy wokół barokowego pałacu w Puławach Izabela Czartoryska zaczęła tworzyć park w stylu angielskim. To już nie była rokokowa „wioska” na łonie natury, służąca wyłącznie zabawie i rozrywce jak w Powązkach. Zaczynała się epoka romantyzmu – czas powagi, zadumy, wzniosłych uczuć... Te nastroje miał odzwierciedlać park romantyczny w Puławach.
Najważniejszym pawilonem ogrodowym w Puławach była Świątynia Sybilli, w której gospodyni gromadziła rozmaite pamiątki narodowe i historyczne. Była to klasycystyczna rotunda wzorowana na rzymskiej świątyni Westy w Tivoli. Na jej frontonie Izabela Czartoryska kazała wykuć napis „Przeszłość przyszłości”. W osobliwej kolekcji znalazły się m.in. dwa miecze krzyżackie z bitwy pod Grunwaldem, zdobyczne chorągwie, różne elementy wyposażenia polskich wojsk, elementy strojów i klejnoty polskich królów, czaszki i kości wielkich Polaków – Jana Kochanowskiego, Stefana Czarnieckiego, hetmana Żółkiewskiego i inne tego typu precjoza (czasami autentyczność tych pamiątek budziła wątpliwości). Intencją twórczyni Świątyni Sybilli było „pokrzepienie serc” Polaków w obliczu wymazania Rzeczpospolitej z map świata w wyniku rozbiorów.
Świątynia Sybilli, pierwsze polskie muzeum

Dwa porfirowe lwy bronią dostępu do Świątyni 

W Domku Gotyckim natomiast gospodyni gromadziła pamiątki z innych krajów oraz rzeźby. Tam m.in. wisiała słynna „Dama z łasiczką” Leonarda da Vinci, a także obrazy Rafaela i Rembranta. Wśród eksponatów było też kilka głów wawelskich, które Izabela kazała wymontować z sufitów podczas pobytu na Wawelu. Od razu rodzi się pytanie, jak to możliwe...? Przecież to kradzież! Ale właśnie w ten sposób w tamtych czasach powstawały tego typu kolekcje. Mało tego, wiele antycznych rzeźb i marmurów wykopywano po prostu z ziemi w Rzymie lub Grecji i wywożono stamtąd. Według kryteriów I połowy XIX wieku nie była to wcale kradzież. Zresztą, dzięki temu wiele starożytnych i innych zabytków ocalało, trafiając do rąk kolekcjonerów, którzy potrafili je docenić. To samo dotyczy głów wawelskich. Izabela je w ten sposób ocaliła, ponieważ austriaccy żołnierze, którzy stacjonowali na Wawelu (Tak! Wawel przekształcony został na koszary w zaborze austriackim!), zabawiali się strzelając z pistoletów do bezcennych wawelskich głów i większość z nich bezpowrotnie zniszczyli. Oczywiście, wszystkie głowy wywiezione przez Izabelę z Krakowa do Puław, trafiły z powrotem na Wawel w XX wieku, przekazane tam przez Fundację Czartoryskich.
Domek Gotycki, w którym mieściły się zagraniczne kolekcje Izabeli i rzeźby

Ściana rzymska Domku Gotyckiego ozdobiona autentycznymi marmurami przywiezionymi z Rzymu

Swoje zbiory kolekcjonerskie, ulokowane w ogrodzie w Puławach, Izabela Czartoryska pokazywała wszystkim chętnym, zatrudniała nawet specjalnego przewodnika, który pod jej nieobecność oprowadzał gości i opowiadał o eksponatach. Zbiory w Puławach uważane są zatem za pierwszą polską kolekcję muzealną a sama księżna za naszą pierwszą muzealniczkę.

Księżna Czartoryska doskonale znała się na roślinach i ogrodnictwie. Sama brała udział w sadzeniu drzew w Puławach i sprawiało jej to wielką frajdę. Potrafiła dokładnie opisać gatunki, rosnące w puławskim ogrodzie, znała ich łacińskie nazwy. Najbardziej kochała i podziwiała dęby. Miała dużą wiedzę o tym, jak pielęgnować rośliny egzotyczne i bardzo często sama się tym zajmowała, znikając na długie godziny w swoich oranżeriach. Interesowała się historią ogrodów i najnowszymi trendami w ogrodnictwie. A temu wszystkiemu dała wyraz w swojej książce p.t. „Myśli różne o sposobie zakładania ogrodów”, która została wydana w 1808 roku.

Szczęśliwym zrządzeniem losu ogród puławski Czartoryskich ocalał, a teraz nabiera coraz większego blasku, ponieważ przeszedł niedawno rewitalizację, a wszystkie ogrodowe budynki i pałac zostały starannie odnowione.
Ta ciekawa budowla to tzw. angielskie schody, które prowadziły z ogrodu górnego do dolnego

Żółty domek był przeznaczony dla gości 

Piękna włoska rzeźba przedstawia Tankreda i Kloryndę, bohaterów powieści "Jerozolima Wyzwolona"



Wybrałam się tam w ostatni weekend i czekała mnie jeszcze jedna niespodzianka. Okazało się, że część wnętrz pałacowych, które do tej pory były niedostępne (mieścił się tam Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa), zostały udostępnione do zwiedzania od maja tego roku. Niewiele pamiątek zachowało się tam po dawnych właścicielach, ale mniej więcej można wyobrazić sobie klimat książęcej siedziby. Dodatkowo w dwóch salkach Fundacja Czartoryskich udostępniła też niedużą część swoich zbiorów, zwłaszcza związanych z księżną Izabelą, jej mężem i dziećmi.
Jeden z salonów na pierwszym piętrze

Sala kamienna, której nazwa pochodzi od kamiennej posadzki

Piękne sklepienie jednej z pałacowych sal

Klatka schodowa odlana z żeliwa, piękny zabytek, ale z czasów późniejszych (II połowa XIX w.)

Widok z piętra pałacu na dziedziniec


Bilet do wnętrz pałacowych i parku kosztuje 5 zł. Za obejrzenie ekspozycji zorganizowanej przez Fundację Czartoryskich trzeba zapłacić dodatkowo 4 zł. 

Pisząc o Izabeli Czartoryskiej opierałam się głównie na książce Gabrieli Pauszer-Klonowskiej p.t. "Pani na Puławach", Warszawa 2011 r.